Choroby i zabiegi u kotów

Kiedy Twojego ukochanego kota dotyka choroba…

www.kociagromadka.pl

Nightka to najstarsze z naszych kocich Słoneczek. Post ten będzie poświęcony właśnie jej. Piszę go z wielkim bólem, ale uznałam, że powinniście wiedzieć ponieważ nie raz będę o tym wspominać. 
W zeszłym roku na przełomie października i listopada moja mama wyczuła u Nighty guzka pod skórą. Poszłyśmy z nią do naszego pana doktora w Częstochowie i potwierdził to, czego bałyśmy się najbardziej. Okazało się, że jest to guz nowotworowy na listwie mlecznej. Zmiana została usunięta, kotka czuła się dobrze. Jednak po jakimś czasie pojawiła się wznowa, którą ponownie lekarz postanowił usunąć. Oczywiście zgodziłyśmy się i zmiana ponownie została usunięta. Po tym drugim zabiegu zdecydowałam się jednak poszukać lekarza specjalizującego się w leczeniu nowotworów u kotów. Po wielu rozmowach i konsultacjach w „kocich grupach” trafiłyśmy do dr Dariusza Jagielskiego z Przychodni Białobrzeska w Warszawie. Zdaje sobie sprawę, że niejedna osoba powie: „Z kotem do lekarza, do Warszawy?” Ja odpowiem tak: Nie wyobrażam sobie, żeby zostawić ukochaną kotkę bez pomocy, leczenia i jakiekolwiek specjalistycznej diagnozy. Z resztą do tej chwili, przysłowiowo „pluję sobie w brodę”, że przy tych pierwszych zmianach nie pomyślałam, żeby zgłosić się do specjalisty. Tak jest jednak jak od zawsze ufa się swojemu lekarzowi, od 16 lat. Z resztą nie zdawałyśmy sobie sprawy chyba z powagi sytuacji. Zrzucam to również na karb naszych nerwów z tym związanych.
Po drugie do naszego lekarza weterynarii nie mam żalu bo to tak, jakby człowiek chory na raka poszedł do internisty. 

www.kociagromadka.pl

Zanim przyszedł termin wizyty, Nighta trafiła  pod opiekę lekarza onkologa w okolicach stycznia 2018 roku. Diagnoza była traumatyczna. Maksymalnie 3 miesiące życia ze względu na wznowy i ogólny stan kotki. Dla tych, którzy Nighty nie znają. Czarna nie jest kotem chcącym sobie pomóc. Drapie, szarpie, drze się u weterynarza jakby ją ze skóry obdzierali. Na pierwszej wizycie trzymał ją lekarz i dwie pielęgniarki. Nie nadaje się na bardziej inwazyjne leczenie w związku z tym również pojawiły się kłopoty. Do każdej chemioterapii podawanej w kroplówce trzeba byłoby poddawać ją narkozie, do każdego innego badania również. Na pierwszej wizycie pobrano jej krew oraz wykonano biopsję ze zmiany guzowatej, która pozostała. Okazało się, że nie ma w niej zmian nowotworowych… Oczywiście wszystko działo się w jej histerycznym darciu się. Wyniki krwi wyszły dobre i po konsultacji mailowej z doktorem, lekarz powiedział, że można podawać jej lek Palladia – chemia celowana. To był styczeń. Wyszłam z gabinetu ledwo żywa z emocji, płaczu…

www.kociagromadka.pl

Koszt takich leków to 22 zł za tabletkę, która podawana jest Nightce trzy razy w tygodniu. Ze względu na jej charakter doktor polecił nam jeszcze taką strzykawkę do podawania tabletek u kotów. W jej przypadku spisuje się rewelacyjne.

www.kociagromadka.pl

Następne wizyty odbyły się w okolicach od początku kwietnia do czerwca ponieważ w czerwcu mama wyczuła kolejną wznowę, a dokładnie, tą która była wcześniej, ale zaczęła się ona powiększać. Dr Jagielski zlecił operację i z takim nastawieniem mama pojechała z Nightą do stolicy na zabieg. Wyznaczono go na połowę lipca. Jedyną przeszkodą, jak nam się wydawało do zabiegu byłyby ewentualne przerzuty raka do płuc. Gdy Nightę uśpiono zrobiono jej RTG płuc. Nie wyszła ani jedna zmiana co nas bardzo ucieszyło. Zaczęto koteczkę golić do operacji, ale okazało się, że ma zmiany na węzłach chłonnych i całej listwie. Nie było tego czuć podczas badań palpacyjnych, podczas wcześniejszych wizyt. Mogło być to spowodowane tym, że ma długie, grube futro oraz za każdym razem były ogromne problemy ze zbadaniem jej. Dano nam chwile na zastanowienie się co robimy. Operujemy czy nie.  Do końca nie wiemy czy podjęłyśmy dobrą decyzję.

www.kociagromadka.pl

Nie wiem czy podjęłyśmy dobrą decyzję, ale zdecydowałyśmy o nie operowaniu jej. Dostałyśmy informację, że mogłaby po tej operacji nigdy nie dojść do siebie. Być może nigdy by nie wstała, albo nie mogłaby normalnie się załatwiać. Tego nie wiemy. Operacja ta wiązała się z przecięciem ciałka od klatki piersiowej przez cały brzuch, aż do miejsca narządów rodnych.

www.kociagromadka.pl

Nie życzę nikomu podejmowania takich decyzji.

Jako zalecenia to nadal podawana Palladia i kontrola. Ostatnia wizyta odbyła się 19 września. Proszę zwrócić uwagę po jakim czasie od tej okrutnej diagnozy. Pobrano jej krew i wyniki morfologi jak i próby wątrobowe okazały się być dobre. Powiedział jednak doktor, że zmiany na płucach prędzej czy później się pojawią i żeby ją obserwować. Jedynym problemem jest zmienny apetyt. Tydzień potrafi jeść normalnie, a kolejny nie tknąć nic… To jest najgorsze chociaż podczas ostatniego ważenia waga pokazała 3,700 kg. Czyli całkiem całkiem ta waga.

Kolejna wizyta zaplanowana jest na listopad. Dzisiaj bawiła się sznureczkiem jak mały, kilkumiesięczny kociak. Zrzuca wszystko z półek – oby jak najdłużej zrzucała i bałaganiła.

W czerwcu 2019 roku skończy  17 lat… oby te latka jej leciały.

Wpis ten stworzyłam żeby dać innym nadzieję, że zawsze jest szansa przedłużenia życia i pomocy swoim ukochanym zwierzakom. I co najważniejsze. Nie piszę o niej jakby miała odchodzić, bo planuję za rok dłuższy wyjazd do lasu oczywiście z Czarną i nie wyobrażam sobie, aby było inaczej:D

Jeżeli macie pytania co do leczenia, diagnozy bądź innej kwestii zachęcam dom kontaktu.  Zawsze w taki sposób można sobie wzajemnie pomóc.

Edit: Nighta była na kolejnej wizycie w styczniu tego roku. Mało je, ale mama faszeruje  ją różnymi suplementami wspomagającymi organizm. Dalej dostaje Palladię…

Wpis z ogromnymi podziękowaniami dla mojej Mamy, która w  leczenie kotki wkłada mnóstwo serca i siły…