Bohaterowie bloga, Przyjaciele

Kim jest Mania?

Opowiem Wam dzisiaj historię nowej towarzyszki Kociej Gromadki – Mani.  Kotka Mania trafiła do domu naszej sąsiadki Marty i jej córki Natalii (mówię naszej bo Marta mnie zna odkąd się urodziłam i tak to już pozostało).  Dziewczyny bardzo dawno nie miały zwierzaka i to właśnie Nightka z Inką, kiedy nudziło im się w domu schodziły w gości piętro niżej. Pewnego dnia podjęły decyzję o przygarnięciu małego kotka.  I tak przyszła maleńka kuleczka, która ma obecnie około 8 – miu miesięcy.  Jest ogromną rozrabiarą. Teraz ona przychodzi w gości do mojej mamy, Nightki i Inki. Gdy tylko usłyszy kroki mojej mamy, idącej klatką schodową od razu zaczyna głośno miauczeć. Nie daje swojej opiekunce spokoju, więc muszą iść obie w odwiedziny. Była jeszcze malutka, a już wiedziała, że piętro wyżej chodzi się w gości na herbatę. 

Kiedy przyszła wiosna postanowiłyśmy Manię ubrać w szelki i zabrać ją do naszego ogrodu. Mani się bardzo podobało, ale po więcej zdjęć z tego wyjazdu zapraszam na kolejny post.

www.kociagromadka.plNa zdjęciu: Mania wiosną w ogrodzie.

Continue Reading

Z kart historii - dom tymczasowy

Historia kotki…

Kolejną kotką, która u nas przebywała była bura kotka Fika. Była u nas około 3 – ech tygodni. Nie był to długi okres czasu. Fika to kotka, która odkąd pamiętam mieszkała u nas pod blokiem. Złapałyśmy ją na zabieg sterylizacji i sprawdzenia jej ogólnego stanu zdrowia. Od samego początku było powiedziane, że wypuszczamy ją z powrotem. Taka była umowa z pozostałymi sąsiadami. Kotce niczego nie brakowało. Miała jedzenie, ciepłe schronienie, a że okolica jest spokojna nie martwiłyśmy się o nią np. pod kątem samochodów. Każdy codzienne rano ją obserwował czy wszystko z nią w porządku. Łapana była na zasadzie podchodów bo nie do każdego chciała podchodzić. Najbardziej podchodziła do pani, która była odpowiedzialna za karmienie z racji dużej ilości wolnego czasu. Karmę dawałyśmy my i pozostali sąsiedzi. Wtedy miała około 4-5 lat. Po zabiegu, gdy kotka zaczynała się lepiej czuć bardzo chciała wychodzić na zewnątrz. Stała pod drzwiami i głośno miauczała. Gdy już całkowicie wydobrzała i przeszła całe leczenie, pewnego wieczoru przyszedł czas, że trzeba było się z kotką pożegnać. Wyniosłyśmy ją na rękach, aby donieść ją do miejsca jej bytowania. Wyrywała nam się już wcześniej, ale gdy doszłyśmy do jej „domu” wyrwała nam się z rąk całkowicie. Poszła przed siebie i w pewnym momencie odwróciła się tylko w naszym kierunku tak, jakby chciała nam powiedzieć: ” Dziękuję za pomoc”…